18 listopada 1995 r. miała miejsce premiera anime, dzisiaj już kultowego przedstawiciela nurtu cyberpunku, “Ghost in the Shell”. Anime to, jest opowieścią o skrajnie skomputeryzowanym i zmechanizowanym świecie XXI wieku, gdzie czymś powszechnym są pół ludzie-pół cyborgi (w skrajnych przypadkach jedynym naturalnym elementem “człowieka” jest mózg).
Nie rozwodząc się nad fabułą i techniczną stroną animacji (swoją drogą, obydwa aspekty animacji są prawie perfekcyjne) dobrze byłoby się skupić na podstawowym problemie, który pojawia się w trakcie seansu - problemie przeistaczania się człowieka w maszynę.
Komputer w dzisiejszych czasach jest naturalnym elementem naszego życia. Ciężko jest być aktywnym zawodowo i towarzysko nie posiadając komputera i internetu. Coraz więcej ludzi posiada laptopy, palmtopy czy nawet telefony komórkowe, które bardziej przypominają miniaturowe komputery, niż aparaty telefoniczne. Nasze życie jest zależne od komputerów bardziej niż nam się wydaje (warto tutaj wspomnieć “Szklaną pułapkę 4.0″, gdzie znakomicie przedstawiono rolę jaką komputery pełnią w dzisiejszym świecie).
W tym wszystkim nie dziwi pomysł z “Ghost in the Shell”, pomysł mówiący że ludzie będą z czasem przeistaczać się w maszyny. Dzięki temu ich świat obejmować będzie rzeczywistość i świat wirtualny. Ponadto przemiana w maszynę zapewnia długowieczność i zdrowie. “Ghost in the Shell” pokazuje też przyszłościowe zagrożenia. Możliwe, że hakerzy będą mogli włamywać się bezpośrednio do naszych mózgów. Zakładając, że taka groźba byłaby realna, to patrząc obiektywnie cyborgizacja wyeliminuje wiele innych zagrożeń, więc to jedno, w porównaniu z tymi, które zostaną wyeliminowana, nie przeraża aż tak bardzo.
Idea “Ghost in the Shell” może u niektórych wywoływać strach. Taka wizja świata brzmi przerażająco. Jednak wraz z postępem, kolejne pokolenia będą oswajać się z tą myślą.